Oszczędzasz przede wszystkim czas, bo czasami biegiem dotrzesz na miejsce dużo szybciej niż jadąc autobusem i na pewno szybciej niż idąc. Autobus może i jedzie szybciej, ale pomyśl… Na autobus musisz wcześniej wyjść. Musisz na niego chwilę poczekać. Potem jedziesz i jesteś teoretycznie szybszy od biegacza. Teoretycznie, bo kiedy trasa autobusu prowadzi dookoła osiedla, to biegnąc podwórkami będziesz prawdopodobnie u celu dużo szybciej. Tym bardziej, że pobiec możesz prosto do celu i nie wysiądziesz z autobusu kilkaset metrów od niego.

Oszczędzasz też pieniądze, bo w autobusie nie skasujesz biletu za 2 złote. Z powrotnym będzie drugie tyle. Jeśli chcesz jechać samochodem, nie spalisz tego ćwierć, czy pół litra, benzyny. I to żebyś jeszcze to paliwo spalił w jeździe. Jego część spalisz prawdopodobnie stojąc w korku. Jeździsz na gaz? No to spalisz nieco mniej. A pomyśl, że jeszcze do tego wjedziesz w strefę płatnego parkowania lub inny płatny parking. Same niepotrzebne wydatki. Bieganie na orbitreku.

A biegnąc zmierzasz może i wolniej, ale prosto do celu. I nic cię to nie kosztuje. Żadnych kwitów i biletów. Nic! Zero!

Kiedy rano się wahasz. Kiedy z jednej strony masz rozbieganie, a z drugiej kupno bułek w piekarni to pobiegnij do piekarni. Załóż lekki biegowy plecak, wrzuć do niego lekki portfel z drobnymi i po prostu podbiegnij. Możesz pobiec dowolną drogą. To jak pobiegniesz zależy tylko od ciebie i od tego, jakim czasem dysponujesz. Pobiegniesz i kupisz. Takie swoiste 2w1 gdzie zażyjesz swojej tak upragnionej dawki ruchu oraz gdzie załatwisz sprawę, na której załatwienie musiałbyś dodatkowo wygospodarować czas.

Nie musisz też załatwiać tej sprawy w połowie treningu. Możesz ją załatwić równie dobrze na jego początku jak i na końcu. Na początku treningu będziesz świeższy i zapachem swojego potu nikogo nie odstraszysz. Pani w okienku pocztowym lub urzędzie skarbowym będzie Ci za to wdzięczna. Oczywiście, znajdą się tam też twarze zdumione i pukające się w głowę, ale to już nie Twój problem. Ty robisz swoje i biegniesz dalej.

Natomiast pod koniec treningu masz już komfort powrotu do domu. To idealny moment na wizytę w piekarni, lub w sklepie spożywczym, kiedy w trybie awaryjnym coś w domu potrzebujesz. Kupujesz, wrzucasz do plecaka i biegniesz prosto do domu. Nie biegasz z ciepłymi jeszcze bułkami po mieście. Miejsce ciepłych bułeczek jest w domu, na talerzyku, jako pyszne kanapki.

Tak się da? Oczywiście! Mi ostatnio zdarza się to regularnie.

Wiadomo tez, że nie dasz rady przybiec z 10 kilogramami zakupów na plecach. Na takie zakupy bieganie się nie nadaje. Ale do drobnostek, kiedy musisz dostarczyć kwit do urzędu, zagłosować w wyborach, odebrać lub nadać list na poczcie, lub kupić tytułowe bułki, to czemu nie. Plecak na plecy i w drogę!

I następnym razem, kiedy będziesz musiał iść po bułki… pobiegnij! Bułki będą smakować zupełnie inaczej!

Loading spinner